Historia

DZIEŃ DOBRY, PANIE HITLER!

Good Morning, Mr. Hitler

reżyser: Luke Holland, Paul Yule

dokumentalny, Wlk. Brytania, 1993, 52 min.

Znakomity dokument zestawiający nieznane przez kilkadziesiąt lat obrazy Niemiec i Hitlera zarejestrowane tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej ze wspomnieniami i komentarzami starszych Niemców, którzy próbują rozliczyć się z własną przeszłością.

W roku 1939 w Monachium zorganizowano zakrojony na ogromną skalę trzydniowy festiwal, który upamiętnić miał "2 tysiące lat niemieckiej kultury". Co szczególnie ważne, impreza odbyła się dokładnie na sześć tygodni przed wybuchem drugiej wojny światowej, a jej najbardziej honorowanym uczestnikiem był Adolf Hitler. Ten niezwykły i przerażający zarazem festiwal, pełen muzyki, koncertów, tańców, wystaw i kilkukilometrowych parad, dla władz miał być demonstracją niemieckiej siły, dlatego pieczołowicie zadbano o to, by do wiadomości publicznej przedostał się jedynie "oficjalny" obraz imprezy. Tymczasem pośród uczestników pojawił się Hans Feierabend, filmowiec-amator, który dzięki swojemu sprytowi sfałszował pozwolenie na filmowanie wydarzenia i dokonał na 16-milimetrowej taśmie własnej, półlegalnej dokumentacji festiwalu.

Przez długi czas materiał był ściśle chronioną tajemnicą - z początku film Feierabenda widzieli jedynie członkowie jego rodziny, a taśma została ukryta w domowej piwnicy. Dopiero po wielu latach nagranie odnalazł jeden z synów niepokornego amatora, a niezwykle interesującymi materiałami zajęli się angielscy filmowcy Luke Holland i Paul Yule. Postanowili pokazać nagranie znajdującym się w podeszłym wieku Niemcom (niektórzy z nich mogli rozpoznać siebie na zapisie sprzed lat) i zarejestrować ich reakcje, wspomnienia i komentarze. Tak właśnie powstał w roku 1993 znakomity brytyjski dokument "Good Morning, Mr Hitler".

Z jednej strony piorunujące wrażenie robią archiwalne, kolorowe (!) zdjęcia Feierabenda - widzimy więc przedwojenne Niemcy, jakich nie znamy, atmosferę tamtej epoki, osoby pozwalające bezkrytycznie nieść się fali nazistowskich haseł, pokazywane jednak jako indywidualni ludzie, a nie - jak w filmach propagandowych - anonimowa masa. Równie zaskakujący jest też niemal prywatny obraz Hitlera, odbiegający od jego publicznych wystąpień: nazistowski dyktator okazuje się człowiekiem niezwykle pewnym swojej władzy, spokojnym i zrelaksowanym (w przeciwieństwie do tłumów przygotowujących festiwal), do którego córka wydawcy "Mein Kampf" uporczywie mówi nie "Heil Mein Führer", ale "Dzień dobry, Panie Hitler".

Ale film Hollanda i Yule'a dotyka też współczesności. Pokazuje Niemców z początku lat dziewięćdziesiątych, którzy próbują tłumaczyć siebie sprzed lat, którzy żyją z wyraźnym ciężarem jako ludzie uwiedzeni w przeszłości obłudną ideologią.

Najbliższe emisje

Reklama