Letters to the President
film dokumentalny, Iran/Kanada, 2009, 70 min.
Nie było łatwo o sukces tam, gdzie nawet Oliver Stone poniósł porażkę w starciu z biurokracją. Niemniej jednak reżyser Petr Lom dzięki swojej wytrwałości, uporowi i sprytowi zrealizował film o irańskim prezydencie Mahmudzie Ahmadineżadzie.
Obraz przedstawia kilka ukradkowych spojrzeń na kraj, pilnie strzeżony przed zagranicznymi dziennikarzami i filmowcami. Zobaczymy m.in. sceny z kilkudniowej podróży populistycznego przywódcy po prowincji, gdzie rozradowane tłumy witają go z wielkim entuzjazmem. Ci, którzy zarzucają reżyserowi pochwałę reżimu, nie oglądali filmu uważnie. Widać panującą wokół projektu atmosferę nieufności i podejrzeń oraz wielokrotne sygnały, że reżyser nie do końca może pokazać to, co by chciał, gdyż władza depcze mu po piętach. Prawdę możemy dostrzec na drugim planie, przede wszystkim w listach pisanych do prezydenta. Pełne nadziei listy wysyła bezpośrednio do Mahmuda Ahmadineżada aż 10 milionów Irańczyków, licząc na pomoc w rozwiązaniu własnych problemów. Są to prośby o pożyczkę na zakup owiec, utrzymanie rodziny, pielgrzymkę, a nawet na kupno truskawek. O pomoc w chorobie, biedzie i głodzie. Ponieważ podstawą islamu jest jałmużna, obywatele wierzą, że wódz im pomoże. W odpowiedzi sługa narodu osobiście odwiedza wioski, poklepuje mieszkańców po plecach, stwarza wrażenie bliskości. Tylko czy błagania zawarte w listach zostaną wysłuchane? Niektórzy są bardziej sceptyczni i nigdy nie przyszło im do głowy, żeby prezydenta o cokolwiek prosić. Gdyby jednak do niego napisali, co zawarliby w liście? Reżyser pokazuje to w rozmowach z zamożnymi mieszkańcami Teheranu, którzy nie mogą się doczekać, aż ich podróżujący Marco Polo zajmie się wreszcie skutecznymi działaniami.