Kiedy zmęczy cię tłok i szpan znanych zimowisk, wybierz się na Podlasie, na zatyle świata, gdzie wciąż jeszcze jest jak u Pana Boga za piecem – mówię do Dziada, pakując na pakę narty biegowe. Do takich wypraw...
Kiedy zmęczy cię tłok i szpan znanych zimowisk, wybierz się na Podlasie, na zatyle świata, gdzie wciąż jeszcze jest jak u Pana Boga za piecem – mówię do Dziada, pakując na pakę narty biegowe. Do takich wypraw mojego kompana namawiać nie muszę, on też lubi włóczęgi po nie odkrytych terenach. Właśnie z zapałem układa sprzęt zdjęciowy, po czym liczy na głos każdą paczkę... trzynaście, czternaście, piętnaście! Zwykle było czternaście – zauważam. Wziąłem więcej akumulatorów. Zapowiadają minus 20, a przy takim mrozie mogę nie nadążyć z ładowaniem – odparł Dziad, sadowiąc się za kółkiem naszego staruszka PATROLA 3300.
Do Supraśla dojechaliśmy po zmroku, ale światło lamp podbite zalegającą wszędzie bielą sprawiało, że widno było jak w dzień. Na sen za wcześnie, a ponieważ na pustych uliczkach śniegu po uszy, przypinamy narty i wyruszamy na rekonesans. Już z daleka widać zabudowę monasteru z potężną cerkwią oflankowaną basztami. Zakonnicy osiedli tu w 1500 roku. Jak chce tradycja, sama Opatrzność wskazała im to miejsce. Krzyż, który puścili rzeką Supraślą i za którym szli tutaj się zatrzymał. Ale mury świątyni sprawiają wrażenie, jakby wzniesiono ją bardzo niedawno – zauważył Dziad. - Bo tak jest w istocie. Tuż przed wycofaniem hitlerowcy wysadzili cerkiew w powietrze. Do jej odbudowy przystąpiono dopiero w 1984 roku. Wtedy też do Supraśla wrócili prawosławni mnisi. Wnętrza monasteru sfilmujemy podczas uroczystości otwarcia Muzeum Ikon. Widziałem je już podczas tworzenia – jest naprawdę wspaniałe, klimatyczne.
Uśpionymi uliczkami suniemy do dawnego pałacu Buchholtza. Pod koniec XIX wieku, z powodu wysokich ceł ustanowionych przez cara na obce towary, fabrykanci łódzcy zaczęli przenosić swoje zakłady do zaboru rosyjskiego. Właśnie wtedy Supraśl wyrósł na wielki ośrodek włókienniczy. W mieście pojawili się potentaci tego przemysłu. Adolf Buchholtz junior postanowił wznieść tu pałac godny urody swej żony – Adeli z Scheiblerów. Podczas prac budowlanych doszło do pewnego, nieistotnego z pozoru, zdarzenia. Niezadowolony z tempa budowy przemysłowiec powyrzucał najbardziej ślamazarnych cieśli. Jeden z nich, odchodząc, przerąbał na belce szczapę drewna z przyklejonym doń włosem Bucholtza i przeklął go – Hak! Za rok będzie tobie tak! Rok później podczas przejażdżki konnej fabrykant uległ wypadkowi i w krótkim czasie zmarł... A jego znękany duch, błąka się po pałacowych komnatach i niepokoi mieszkańców – wtrącił swoje trzy grosze Dziad. – Nic mi o tym nie wiadomo... Owszem, w pałacu króluje duch - sztuki. Tutejsze Liceum Plastyczne cieszy się wysoką renomą. Kształci uczniów w specjalnościach snycerstwa, tkactwa artystycznego, technik graficznych i malarstwa. Na dzisiaj koniec zdjęć – stęknął Dziad. Transfokator ledwo chodzi, mam zbyt gęsty smar, jak na taki mróz. Temperatura spadła dużo poniżej dwudziestu... Na szczęście pokoje w szkolnym internacie, gdzie założyliśmy bazę, były ciepłe i sympatyczne, a noc – jak zwykle podczas wędrówki – krótka.
Nazajutrz rano wszystko ruszyło, jak z nut i auto i sprzęt i ludzie. Już w latach międzywojennych Supraśl zasłynął z leczniczego klimatu. Starania o status uzdrowiska dla miasta czynił profesor Witold Sławiński – odkrywca tutejszych złóż borowinowych i badacz Puszczy Knyszyńskiej. Zimą w jej leśnych ostępach uprawiać można z powodzeniem biegi i marszobiegi narciarskie. Trafiliśmy właśnie na zawody dla młodzieży szkolnej. Dzieciaki śmigały na biegówkach aż miło!
Mądrego współżycia z Naturą trzeba uczyć od najmłodszych lat. Taką edukację prowadzi też Nadleśnictwo w Krynkach. W swoim ośrodku urządzili cały uniwersytet. Pierwsze wykłady odbywają się w Galerii na Skraju Puszcz. Knyszyńska, to młodsza siostra Białowieskiej, ale równie piękna. Co w niej rośnie, piszczy, chrumka i szeleści – pokazuje nowocześnie zaaranżowana wystawa. Puszcza od najdawniejszych czasów dawała człowiekowi schronienie, pożywienie i lekarstwa. W ich odnajdywaniu pomagały naszym przodkom zwierzęta, które podczas choroby zjadały rośliny nie należące do zwykłej diety, wystarczyło podpatrzeć jakie i na co. W „Silvarium” zgromadzono 120 gatunków roślin występujących w Puszczy Knyszyńskiej. Niemal wszystkie mają moc leczniczą. Ziołami zajmowały się niegdyś wiedźmy, szeptunki, baby czmucichy, a także mnisi. Te zakonne tradycje pielęgnuje ojciec Gabriel z supraskiego monasteru. Nam na nasze stresy zalecił zioła, cierpliwość i modlitwę. Bo, jak powiadają, lekarz zszywa, Pan Bóg leczy...
Módl się, pracuj, miłuj bliźniego i szanuj odmienne! Dla mieszkańców Supraśla, Krynek, Kruszynian te przykazania były i są szczególnie ważne. Wszak miejsca te leżą na skrzyżowaniu kultur i religii. Takie małe Krynki, a takie wielkie rzeczy tu się działy – krzyknął z podziwem Dziad wymachując przewodnikiem Rąkowskiego „Polska Egzotyczna”. Ano właśnie tu Jagiełło z Kiejstutowiczem odnawiali unię Litwy z Koroną. Tutaj odpoczywał król Szwecji Karol XII. No i tu prowadziła słynną gospodę pani Sara... Żydzi osiedli w Krynkach w XVII wieku. Od króla Władysława IV Wazy uzyskali pozwolenie kupna ziemi, budowy mykwy, synagogi i założenia cmentarza. Dwa wieki później stanowili już trzy czwarte mieszkańców miasteczka. Nawet dzień targowy przeniesiono wtedy z soboty na czwartek, bo w szabas starozakonnym handlować nie wolno. Cztery wieki później polskim Żydom w Krynkach zabroniono żyć. Zginęli wszyscy z rąk hitlerowskich Niemców... Pamiątką po dawnych mieszkańcach są budynki bożnic i zabytkowy kirkut z trzema tysiącami macew.
Człowiek jest jak drzewo – pozbawiony swych korzeni, swojej przeszłości, błąka się przez życie i zaledwie wegetuje. Żeby pamięć nie umarła, wokół zalewu w Ozieranach leśnicy stworzyli turystyczny szlak przyrodniczo-historyczny. Spotkasz na nim wszystkich dawnych mieszkańców tej ziemi, Starego Żyda i wojownika tatarskiego. Na Górze Krzyży zobaczysz stojące zgodnie symbole kościoła prawosławnego i łacińskiego, a w zagajnikach rzeźby leśnych bóstw słowiańskich skrzyknięte przez Dziewannę, córkę Peruna. Pięknie, ale ja już nie wyrabiam z zimna – stęknął Dziad. No to do wozu. Mamy jeszcze termos gorącej wody z imbirem, cytryną i cynamonem. Skrócimy sobie drogę przez zalew, tylko nie zahacz nartą o Paskudę z Ozieran – właśnie szczerzy do ciebie kły spod śniegu...
Kiedy pułkownik Samuel Murza Krzeczowski i jego podkomendni otrzymali od króla Jana Sobieskiego ziemię jako zapłatę za zaległy żołd, Kruszyniany były prawie kompletnie wyludnione, a pola zarośnięte. Dziś mieszkańców tej wsi też można na palcach policzyć. Za to turystów coraz więcej, bo obok słynnego meczetu wyrosła tu nowa atrakcja – Tatarska Jurta. Świątynie polskich Tatarów nawiązują do architektury regionalnej i na tym polega ich odrębność. Wnętrza mają podobny rozkład, jak klasyczne meczety - osobna część dla kobiet, osobna dla mężczyzn. Przed wejściem trzeba zdjąć obuwie. Rytualne ablucje dotyczą tylko muzułmanów, dokonują ich w domu. Wierni klękają i modlą się w kierunku Mekki. Wskazuje go wnęka, czyli mihrab. Po prawej stronie wnęki stoi minbar – schodki, z których imam wygłasza pouczenie dla wiernych po polsku, białorusku, rzadziej po rosyjsku. Znajomość języka arabskiego nasi Tatarzy utracili już dawno...
„W imię Boga Miłosiernego, Litościwego...” – tak zaczyna się każda ze 114 sur, czyli rozdziałów Koranu. Uzupełnieniem świętej księgi są Hadisy – mądrości proroka Mahometa i Sunna, czyli Tradycja. Obraz Tatarów polskich przybliżają wystawy muzeum w Sokółce. Oni sami ściągają tłumnie z całej Polski do wsi Bohoniki na Kurban Bajram – Święto Ofiarowania obchodzone na pamiątkę ofiary uczynionej Bogu przez Abrahama ze swego syna a zamienionej przez Boga na ofiarę z owcy. A ja za chwilę będę ofiarą twojej pasji do Polskiego Tatarstanu...umrę z głodu, zimna i zmęczenia – postawił się Dziad. Wieczór za pasem, wokół ciemno, głucho...ani gdzie jeść, ani gdzie odpocząć. Nie marudź Dziadzie, jesteśmy na miejscu. Zaraz będziesz siedział przy stole, przy którym biesiadował sam książę Karol – następca angielskiego tronu. W tej zagrodzie naprzeciwko meczetu wszystko na nas czeka.
Dżennetę Bogdanowicz poznałem kilkanaście lat temu. W ośrodku Parku Krajobrazowego prezentowała mi zielnik Puszczy Knyszyńskiej. - Roślinki są, a gdzie kuchnia, tańce i pieśni naszych Tatarów – rzuciłem z głupia frant. - Niech pan przyjedzie za rok, może dwa – odpowiedziała tajemniczo. Po tym czasie przypomniała mi się przysyłając zaproszenie na otwarcie Tatarskiej Jurty w Kruszynianach. Dżennet znaczy raj i szykowane przez nią jadło jest prawdziwie rajskie, choć niezbyt lekkie – pierekaczewniki, trybuszoki, kibiny, pieremiacze – wszystkiego po kolei warto popróbować. A w pieczeniu babki i kiszki ziemniaczanej Dżenneta jest Mistrzynią Świata, co zostało poświadczone stosownym tytułem.
P.S. Wspomniałem, że kuchnia tatarska do lekkich nie należy. Niepomny tej przestrogi Dziad musiał po niej brać krople na trawienie. A ponieważ brał je przez cały następny dzień w zacnym towarzystwie starego Tatara, zdążył się z nim zaprzyjaźnić. Na pożegnanie otrzymał od niego tatarskie błogosławieństwo.
Niech droga wyjdzie Ci na spotkanie
Niech wiatr zawsze wieje Ci w plecy
I do czasu, kiedy spotkamy się znowu
Niech Allah ma Cię w swojej opiece.
OGLĄDAJ SERIĘ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA" ORAZ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA 2" NA ANTENIE PLANETE+
Czytano: 614 razy
Tagi: Wojtek Nowakowski, Polska, Podlasie, Supraśl
Wędrówka szósta, czyli zakapiory - legenda Bieszczadów
Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....
Odsłon: 2465
Boże! Jak ja im współczułam! Nie dość, że ktoś wymyślił, że mają iść w samo południe, w tropikach - niemal tortura, to jeszcze nikt nie zadbał o choćby pozory ładu i organizacji. Nie wiemy jak doszli do końca wyznaczonej...
Odsłon: 2196
Wschodni skraj wschodniej Jawy, słońce dopiero co wzeszło, ale praca już wre. Wre też żółte zbocze. Co i raz, regularnie, wybucha kłębami dymu. Z miejsca w którym stoimy ciężko jest zobaczyć, co się pod nimi kryje. Przed...
Odsłon: 1489
Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina
Indianie uważają, że kamienie mówią, sprawdzimy to – rzekł Dziad sadowiąc się w trawie pośród głazów. Ktoś policzył, że jest ich blisko dziesięć tysięcy i każdego roku przybywa bo ziemia „rodzi” nowe....
Odsłon: 1379