Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....
Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole. Uczył dziatwę rzeźbienia i malowania. I uczy nadal. Jego pracownię często odwiedzają ludzie. Ale nawet kiedy ludzi nie ma, ani przez chwilę nie jest tu pusto. Ożywają wtedy Apostołowie w aureolach z końskich podków namalowani na blacie ślusarskiego warsztatu, Frasobliwe Chrystusy przycupnięte na wyszczerbionych nieckach i szufelkach do zboża, Madonny płaczące na sękatych deskach... Kiedy ksiądz poświęcał Zdzichowe kapliczki ustawione wokół domu, zeszła się cała wieś. Ludzie czuli, że dzieje się coś ważnego, co także ich dotyczy.
Pogoda bywa tu kapryśna. Najwięcej deszczu spada w lipcu, jest to także najcieplejszy miesiąc roku. Na ogół Bieszczady kryją się za lekką, tajemniczą mgiełką. Gdzieś za potokiem Hulskim mijamy grupę konnych na hucułach. Właśnie zmierzają na krótki popas. Zdejmują siodła, rozkładają do przesuszenia derki. Potem opłukują koniom pęciny, poją i odprowadzają do cienia. Dopiero teraz pomyślą o sobie. Takie są reguły w tej zabawie. Mały konik huculski – to wielki bohater Karpat. On pomógł człowiekowi zasiedlić te góry. - Powiadają, że jak trzeba, wejdzie nawet po drabinę – zaczął wykład Dziad. Jest silny, wytrzymały i - jak każda rasa prymitywna – ma wspaniałą orientację w terenie. Nie ponosi i dlatego jest najodpowiedniejszy do hipoterapii. Od czasu spotkania z Włodzimierzem Kario, twórcą świetności stadniny Gładyszów – Regetów, Dziad stał się wielkim fanem tych koni. Hodują je także w Wołosatem w stadninie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Stamtąd właśnie jechała napotkana przez nas grupa.
Wschodnia granica Polski na tym odcinku ostateczny kształt uzyskała dopiero w 1951 roku. Na gorącą prośbę przyjaciół z Moskwy oddaliśmy im okolice Sokala i Bełza nad Bugiem otrzymując w zamian taki sam kawałek w okolicach Lutowisk, Czarnej i Ustrzyk. Propaganda trąbiła o korzyściach jakie wynikły dla Polski z tej zamiany. Wraz z Czarną dostaliśmy kopalnie ropy naftowej. Przemilczano tylko fakt, że kopalnie były stare i wyeksploatowane i że oddaliśmy zagłębie węglowe koło Sokala.
- Chyba odwiedzę moich rodziców w Wilnie – żartował Tadeusz Góra siadając za sterem szybowca PWS – 101. Wylądował w Solecznikach pod Wilnem – 577 i pół kilometra od Bezmiechowej. Był rok 1938. Za ten wyczyn, jako pierwszy pilot na świecie, Polak otrzymał Medal Lilienthala - najcenniejszy laur dla szybowników. Ale historia rekordów szybowiska zaczęła się rok wcześniej od Wandy Modlibowskiej. 24 godziny i 14 minut – tyle trwał jej cały lot – w tym 6 godzin i 45 minut w nocy – to był rekord świata kobiet. Grupa miłośników skrzydeł z Politechniki Rzeszowskiej postanowiła wskrzesić wspaniałe tradycje. Odbudowali obiekt w Bezmiechowej i szybowce znowu krążą nad Górami Słonnymi. Taki lot, w roli pasażera, może sobie zafundować każdy. Gorąco namawiam. To coś zupełnie innego, niż podróż samolotem. Nie ma hałasu silników, jest szum skrzydeł i poczucie ogromnej lekkości. A pod tobą góry, San, Solina...
- To prawdziwy bieszczadzki dom z mgły – mlasnął Dziad po czym zbalansował kamerę i rozpoczął zdjęcia. Dom został zbudowany z drewna naniesionego przez wody Soliny. Od środka, przez ściany w szparach widać dokładnie co dzieje się na zewnątrz. Nie ma tu prądu, gazu ani kranu z wodą. Na werandzie – deska zawieszona na sznurku. Po jednej stronie napis TAWERNA, po drugiej PUSTELNIA. Panosząc się po cudzym obejściu, nie zauważyłem nadejścia gospodarza.
- Co to za najazd Hunów? Ooo, kamera...proszę oddać kasetę, albo będziecie mieć państwo sprawę z moim adwokatem... Zatkało mnie. Szalony Marek zaręczał, że spotkanie jest umówione, że Juliusz Wasik na nas czeka, że chętnie przyjmie. Marek i cała reszta stoją jak żona Lota, więc zaczynam ja. - Dziad, wyłącz kamerę! Panie Juliuszu, pozwoli pan, że przedstawię całą grupę Hunów... a właściwie kandydatów na studentów pańskiej Akademii Pokoju. A to proszę przyjąć w ramach zadośćuczynienia za nasz nietakt – mówię wyciągając z chlebaka flaszeczkę szkockiej. Przed wyprawą kupiliśmy ją wspólnie na wszelki wypadek, no i wypadek się zdarzył... Julek i Szalony Marek parsknęli śmiechem. To Dziad ich namówił, żeby mnie wkręcili...
Pustelnik z Horodka od lat głosi światu potrzebę rozbrojenia nuklearnego. Organizuje wykłady na ten temat. Śle listy i memoriały do prezydentów mocarstw, do ONZ. Pisze je w języku esperanto. Wszystkie korespondencje i przemyślenia zebrał w wydanych przez siebie zeszytach pod znamiennym tytułem - ABSURD. Od atomu świata nie uwolnił...ale przynajmniej się starał. - Przyjechałem w Bieszczady wiele lat temu, kiedy lekarze postawili na mnie krzyżyk. Zawierzyłem jednemu mądremu człowiekowi, że wszystko tkwi w głowie, że muszę uspokoić myśli, zmienić jedzenie na proste, mało przetworzone i zacząć hartować ciało. Po kilku miesiącach takiego życia byłem zdrów. Pomogłem sobie – mógłbym pomagać innym. Marzy mi się taka szkoła zdrowego życia tu nad Soliną...
Juliusz Wasik już za życia stał się bieszczadzką legendą. Klub Bieszczadników obwołał go królem świata włóczęgów. Na cmentarz w Kulasznem dotarliśmy tuż przed zachodem słońca. Grób Jędrka Połoniny wskazała starsza kobieta. Jest na nim głaz i duży krzyż z końskich podków. Na mogile palił się znicz, a obok ławeczki ktoś zostawił butelkę piwa. Jedni przynoszą, a ci bardzo, bardzo spragnieni, wypijają – taki tu rytuał. Jędrek Połonina, Zdzisław Rados, Wojciech Belon, Władysław Nadopta – tych zakapiorów już nie ma. Zrobili miejsce dla następnych. A jest ich w Bieszczadach całkiem niemała gromadka. Myślę, że bez trudu ich rozpoznasz... Ich życie jest zaprzeczeniem bezdusznego wyścigu szczurów, jest wypełnione wolnością, muzyką, rzeźbą, poezją i dążeniem do harmonii z Naturą.
OGLĄDAJ SERIĘ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA" ORAZ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA 2" NA ANTENIE PLANETE+
Czytano: 2480 razy
Tagi: Wojtek Nowakowski, historia, Bieszczady, Polska
Wędrówka szósta, czyli zakapiory - legenda Bieszczadów
Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....
Odsłon: 2481
Boże! Jak ja im współczułam! Nie dość, że ktoś wymyślił, że mają iść w samo południe, w tropikach - niemal tortura, to jeszcze nikt nie zadbał o choćby pozory ładu i organizacji. Nie wiemy jak doszli do końca wyznaczonej...
Odsłon: 2201
Wschodni skraj wschodniej Jawy, słońce dopiero co wzeszło, ale praca już wre. Wre też żółte zbocze. Co i raz, regularnie, wybucha kłębami dymu. Z miejsca w którym stoimy ciężko jest zobaczyć, co się pod nimi kryje. Przed...
Odsłon: 1497
Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina
Indianie uważają, że kamienie mówią, sprawdzimy to – rzekł Dziad sadowiąc się w trawie pośród głazów. Ktoś policzył, że jest ich blisko dziesięć tysięcy i każdego roku przybywa bo ziemia „rodzi” nowe....
Odsłon: 1392