To dawne górskie pogranicze pomiędzy Polską, Rusią a Węgrami od zawsze rządziło się swoimi regułami. Wyznaczała je Natura i trochę ludzie. Na bieszczad ściągało osobliwe towarzystwo – jedni chronili się tu przed...
To dawne górskie pogranicze pomiędzy Polską, Rusią a Węgrami od zawsze rządziło się swoimi regułami. Wyznaczała je Natura i trochę ludzie. Na bieszczad ściągało osobliwe towarzystwo – jedni chronili się tu przed prawem, inni gonili za awanturami, jeszcze inni szukali tutaj wolności od bezdusznych norm narzuconych przez świat...
- I wielu tak maluje sobie Bieszczady do dziś – nic nie muszę, wszystko mogę, a potem są zaskoczeni, kiedy ta bieszczadź przygód zamienia się w zwykłą bieszczadź łez - zakończył moje refleksje Szalony Marek - zakapior bieszczadzki i właściciel podrasowanego niewąsko ŁAZA, do którego pakowaliśmy cały sprzęt zdjęciowy – dwie kamery, statywy, walizkę z bateriami i dźwięk.
W trudny teren nie jeździ się w pojedynkę, dlatego na wyprawę jedzie z nami jeszcze jedno auto. Ruszamy z Odrzechowej duktem wzdłuż Wisłoka w kierunku Polan Surowicznych. Kiedyś kopano i przerabiano tu rudę darniową. Po metalurgicznej przeszłości pozostały nazwy wsi. Na przykład Hamry – tak nazywano niegdyś Kuźnice - albo Rudawka Rymanowska. W Rudawce odkryto wysoko mineralizowane solanki termiczne. Ten atut czeka na wykorzystanie w przyszłości. Beskid Niski i Bieszczady mają się wszak ostać jako królestwo przyrody i zdrowia.
- Wy, którzy trzymacie się tylko ścieżek płaskich, suchych i twardych - omijajcie to miejsce, bo tu
kończy się asfalt, a zaczyna blues! – zanucił Marek redukując bieg i z impetem wjeżdżając do rzeki. Po drugiej stronie, niemal nad samym brzegiem, zobaczyłem coś dyndającego na gałęzi. Z daleka przypominało to wisielca. W istocie. Powieszona za głowę kukła ma na piersi tabliczkę z napisem – koniokrad. Westernowa scenografia wyznacza szlak, którym w maju pędzi się bydło na wypas, a jesienią przegania z powrotem. To bardzo widowiskowe imprezy, a jednocześnie promocja rekreacyjnej oferty Zakładu Doświadczalnego w Odrzechowej - polecam rajdy konikami huculskimi.
- Teraz będzie pryskać! - krzyknął Marek, po czym wcisnął gaz i zaczął się taniec–ślizganiec, podskoki, szpryce błota na szybę i na twarz. Słowem - szaleństwo z dużymi efektami, ale zatrzymać się, oznaczało zostać w tej gliniastej mazi na dłużej. Masz swój Dziki Zachód - myślę sobie zaciskając zęby, żeby nie przygryźć języka na wykrotach. Wreszcie jest meta! Opadająca ku rzece wspaniała polana. Stado krów i Zbyszek Kowboj - lepszy od Johna Whayne'a, bo nie filmowy, tylko prawdziwy. Brązowe bydło, którego pilnuje, należy do górskiej rasy simentalskiej.
- Gdyby takie mućki przywieźli w Bieszczady, to pomysł z wypasaniem by się udał – zaczął Zbyszek grodząc belkami zagrodę za ostatnimi krowami. W 1959 nad San w okolicę Krywego zwieziono blisko tysiąc sztuk bydła - ale nizinnego. Ledwo przeżyły jeden sezon. Po nieudanej Akcji Rancho pozostała romantyczna legenda i film.
- "Rancho Texas" Wadima Berestowskiego – wszedł mu w słowo Szalony Marek. Znam ten film na pamięć i ciągle go oglądam. Potem jadę szukać miejsc, gdzie kręcili zdjęcia i fotografuję je dla porównania.
No to w drogę, na Tworylne, Hulskie, Krywe! Ale najpierw do Cisnej. Na stacji bieszczadzkiej ciuchci czeka już na nas Dziad - stały kompan moich wędrówek. Jest pod wrażeniem podróży do Balnicy i napadu na pociąg.
- Sześciu zamaskowanych drabów z coltami w rękach, weszło do wagonów i zaczęło wygarniać zegarki, aparaty fotograficzne, telefony. Kiedy pierwszym opornym gościom, spuścili lanie to wymiękłem – opowiadał z przejęciem. Mam ich na zdjęciach. Naprawdę wyglądali przekonywująco! Pierwszym dwóm gościom co się opierali, spuścili lanie... Dopiero potem okazało się, że to wszystko umówione...
Kolejkę zbudowano na początku minionego wieku, żeby wywozić nią drewno wyrąbywane wówczas w okolicy bez opamiętania. Całkiem niedawno, na fali zamykania wszystkiego, co nie przynosi milionów, poszła wieść o planach zamknięcia ciuchci. Starzy bieszczadnicy skrzyknęli się, założyli fundację i Orient Express wrócił na turystyczny trakt. Brońmy jej, kto Bieszczady kocha!
Dzień jest piękny, słoneczny. Krajobrazy wprost bajeczne. Żeby jeszcze terenowe monstrum Szalonego Marka chciało jechać nieco ciszej...
- Jak nie pasuje – możesz wysiąść – śmieje się bieszczadzka łazęga i zatrzymuje auto pośrodku Sanu. Dowcipniś!
- Stało się coś? – pyta przez CB radio Leśniczy, który od granic Parku Krajobrazowego Doliny Sanu jedzie na czele wyprawy. To nasza ochrona przed strażą leśną i ochotniczymi grupami miejscowych zakapiorów, którzy tępią piratów wjeżdżających samowolnie na tereny chronione. Z nimi nie ma rozmowy. Potrafią spuścić powietrze z kół, a jak się delikwent stawia, to pomoczyć go w wodzie, aż skruszeje. Wszak uczył majster ucznia, że chamstwu trzeba się przeciwstawiać chamstwem i godnościom osobistom...
Tuż za brodem na Sanie Leśniczy zarządza przystanek. Ruszamy gęsiego, żeby sfilmować to, co po wsi Tworylne zostało.
- Jeśli będziemy szli cicho, może uda się nie spłoszyć Eskulapa. Te bardzo rzadkie węże lubią wygrzewać się o tej porze na... – Leśniczy nie zdążył dokończyć, kiedy z końca szyku dał się słyszeć trzask, rumor i głośne - O k...! To pod Dziadem trzasnęła gałąź, a kiedy padał w krzaki, tradycyjnym zawołaniem dodał sobie otuchy. Resztki zabudowy wsi Tworylne na nas czekały. Wąż Eskulapa – nie. Widać nie znosi przekleństw.
Kiedy już jechaliśmy dalej, jakby na pocieszenie, wystawił się do zdjęcia dorodny cap z zawiniętymi podwójnie rogami.
- Dziad, idź się przywitaj z ziomalem – usłyszeliśmy przez CB radio głos Leśniczego.
OGLĄDAJ SERIĘ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA" ORAZ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA 2" NA ANTENIE PLANETE+
Czytano: 650 razy
Tagi: Wojtek Nowakowski, historia, Bieszczady, Polska
Wędrówka szósta, czyli zakapiory - legenda Bieszczadów
Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....
Odsłon: 2480
Boże! Jak ja im współczułam! Nie dość, że ktoś wymyślił, że mają iść w samo południe, w tropikach - niemal tortura, to jeszcze nikt nie zadbał o choćby pozory ładu i organizacji. Nie wiemy jak doszli do końca wyznaczonej...
Odsłon: 2201
Wschodni skraj wschodniej Jawy, słońce dopiero co wzeszło, ale praca już wre. Wre też żółte zbocze. Co i raz, regularnie, wybucha kłębami dymu. Z miejsca w którym stoimy ciężko jest zobaczyć, co się pod nimi kryje. Przed...
Odsłon: 1497
Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina
Indianie uważają, że kamienie mówią, sprawdzimy to – rzekł Dziad sadowiąc się w trawie pośród głazów. Ktoś policzył, że jest ich blisko dziesięć tysięcy i każdego roku przybywa bo ziemia „rodzi” nowe....
Odsłon: 1392