Brat Barnaba był klasztornym kucharzem. Pewnego razu, żeby zadowolić podniebienie przeora zawarł pakt z diabłem – jeśli do świtu przyniesiesz mi smaczną sieję z Italii, oddam piekłu duszę. Kiedy czarci syn był już...
Brat Barnaba był klasztornym kucharzem. Pewnego razu, żeby zadowolić podniebienie przeora zawarł pakt z diabłem – jeśli do świtu przyniesiesz mi smaczną sieję z Italii, oddam piekłu duszę. Kiedy czarci syn był już nad jeziorem, przebiegły mnich - przed czasem - uderzył w dzwon na świtanie. Zwiedziony podstępem diabeł cisnął ryby do wody i odleciał. Odtąd w Wigrach można łowić ten ceniony na stołach przysmak. Tyle legenda. Jezioro reklamy nie wymaga. Wędkarze i wodniacy znają jego uroki już od stu lat.
Kameduli przywędrowali nad Wigry za króla Jana Kazimierza Wazy. Ich powołaniem było modlić się za siebie i za wszystkich, którzy nie mają na to czasu, ale radziłbym o duszę zadbać samemu, bo ludzi na świecie dużo a kamedułów niespełna stu. Z tego w Polsce, na krakowskich Bielanach i w Bieniszewie pod Koninem, około dwudziestu. Po wigierskim klasztorze pozostał kościół i eremitorium – odgrodzone murem małe domki pustelnie. Odbudowane po wojnie służyły jako hotel, teraz przejęła je parafia. Proboszcz chce tu przywrócić kamedulskiego ducha. Przyjedziesz, dostaniesz taką jednoosobową samotnię i posmakujesz ascetycznego, zakonnego życia. Praca, medytacja i postne jedzenie, to dla mnie nie nowina, gorzej z milczeniem – odparł mój kompan Dziad. No to mała próba. Idziemy na dzwonnicę sfilmować jezioro oblewające wigierski półwysep i odtąd aż do Sejn – ani słowa. Kameduła nie gaduła!
W Sejnach zajeżdżamy najpierw do knajpki przy litewskim konsulacie. Tarmosimy się z tymi Litwinami już od wczesnego średniowiecza. Nawet mimo wspólnego króla, po wielekroć wystawiali nas do wiatru knując z Krzyżakami... ale karmią smacznie – mlasnął z lubością Dziad studiując menu. Aż dotąd dzielnie wytrzymał w milczeniu. Ponieważ jedzonko było dalekie od postnego, trochę ciężko odejść od stołu. Mobilizuje nas umówione spotkanie w ośrodku Pogranicze. Jeszcze wiek temu Sejny były istnym tyglem kulturowym i wyznaniowym – mieszkali tu Polacy, Litwini, Staroobrzędowcy, Niemcy i Żydzi. Tych ostatnich najwięcej. Trudno uwierzyć, że ściągnęli ich do miasta dominikanie. Kiedy dostali w zapisie dobra sejneńskie, miasto było wyniszczone wojnami i strasznie biedne. Sami zajęli się gospodarką rybną i leśną ale do podźwignięcia handlu zaprosili fachowców w tej dziedzinie. Żeby zachęcić starszych braci w wierze do osiedlania się, wybudowali nawet drewnianą synagogę. Na jej miejscu Żydzi wznieśli potem murowaną zwaną Białą. Teraz jej gospodarzem jest Ośrodek "Pogranicze Sztuk, Kultur, Narodów".
Bodaj najsłynniejszym projektem Pogranicza są przygotowane przez młodzież „Kroniki Sejneńskie”. Uczą, jak powinni żyć ze sobą ludzie na pograniczu kultur i narodów, żeby Anioł Miłości wypełnił to szczególne miejsce, w którym konflikty są zwykle najbardziej zapiekłe i krwawe. Właśnie fragment tego spektaklu będziemy filmować. Ciekawe jest to, jak powstawał. Najpierw młodzi poszli do ludzi, którzy pamiętali dawne, wielokulturowe Sejny. Każda z kilkudziesięciu opowieści została zapisana ręcznie w miniaturowej książeczce. Potem przyszła kolej na ulepienie z gliny makiety minionego miasta, wreszcie na teatr. Wybrałem scenę opowiadającą o pięknej Ryfce, córce bogatego kupca i scenę przedstawiającą modlitwy zanoszone w różnych domach sejneńskich z przenikającymi się pieśniami z cerkwi, zboru, synagogi i kościoła...
Chodźmy teraz do bazyliki uwiecznić gotycką, szafkową Madonnę z Dzieciątkiem – zaordynował Dziad. Przygotowany był do tej wędrówki, jak nigdy. Przed wyjazdem wcisnąłem mu „Polskę Egzotyczną” Grzegorza Rąkowskiego i lektura tego znakomitego opracowania wydała owoce. Figura sejneńskiej Madonny cudami słynącej jest wielką świętością dla okolicznych Polaków i Litwinów.
Osiadłem na Suwalszczyźnie, bo stąd bliżej do ukochanego Wilna – powiada Andrzej Strumiłło, Pan na Maćkowej Rudzie. Mimo dziewiątego krzyżyka na karku artysta wciąż jest krzepki i pełen mocy twórczej - taki stary, dobry materiał ludzki. Oprócz malarstwa i fotografii, jego zawodową pasją stała się hodowla koni krwi arabskiej. Dworek Strumiłły stoi nad brzegiem Czarnej Hańczy. Niegdyś nie bronił nikomu zatrzymywać się i wychodzić na swój brzeg. Niestety, część turystów zachowywała się po chamsku, śmiecąc, wrzeszcząc, niszcząc zieleń i artysta zmienił do wodniaków nastawienie. Mistrza zastaliśmy w pracowni, oprowadzał właśnie jakichś gości. Stał przy wielkim, granitowym kominku i wskazywał na wykaligrafowaną chińską mądrość, która zawsze przyświeca mu jako artyście – „Zanim opuścisz pędzel, określ miejsce nieba i ziemi”. Nie tylko o wyznaczenie linii horyzontu w niej chodzi, ale przede wszystkim o medytację przed aktem twórczym, która ukaże sens tworzenia.
Po wielu latach starań, zasłużony dla Suwalszczyzny artysta, doczekał się wreszcie galerii swoich dzieł w Suwałkach. Jest ona oddziałem Muzeum Okręgowego, które szczyci się też najbogatszą w Polsce kolekcją płócien Alfreda Wierusza – Kowalskiego. Obrazy i dom rodzinny Marii Konopnickiej zwiedzimy później, bo na szerokim trakcie miasta rozpoczyna się właśnie parada ułańska.
Kto w Suwałkach robi dzieci / Szwoleżerów młody trzeci – śpiewają dziarsko kawalerzyści. Żurawiejki – krótkie, dosadne przyśpiewki układano kiedyś na każdy pułk czy dywizjon. Nie wolno się było na nie obrażać, wypadało co najwyżej zrymować równie złośliwą. Kiedy Suwałki wróciły na Ojczyzny łono, w mieście zaroiło się od konnych. Stacjonowali tu ułani, szwoleżerowie i artyleria konna. W myśl żurawiejki – Kto tradycji nie szanuje / Niech nas w zadek pocałuje – miłośnicy koni i historii organizują tu corocznie piknik kawaleryjski. Piknik otwiera parada, potem jest turniej umiejętności jeździeckich oraz sprawności w robieniu szablą i lancą. Całość wieńczy wspólne ognisko przy pieśni i wojskowym poczęstunku. Z napitkami radzę uważać, bo to prawdziwie ułańska produkcja.
P.S. Dziad trochę o tym zapomniał i nazajutrz rano ledwo zdążyliśmy na ciuchcię. Kiedy wpadliśmy na stację w Płocicznie, z megafonów leciał właśnie komunikat. Uwaga, uwaga! Wigierska Kolejka Wąskotorowa przez Puszczę Augustowską do jeziora Wigry odjeżdża z toru pierwszego przy peronie pierwszym. Po drodze cztery fotostopy. Życzymy miłych wrażeń. Odjazd!
OGLĄDAJ SERIĘ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA" ORAZ "DOKOŁA WOJTEK POLSKA 2" NA ANTENIE PLANETE+
Czytano: 376 razy
Tagi: Wojtek Nowakowski, Polska, Suwalszczyzna, Sejny, Wigry
Sejny to legendarne miejsce
Wędrówka szósta, czyli zakapiory - legenda Bieszczadów
Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....
Odsłon: 2480
Boże! Jak ja im współczułam! Nie dość, że ktoś wymyślił, że mają iść w samo południe, w tropikach - niemal tortura, to jeszcze nikt nie zadbał o choćby pozory ładu i organizacji. Nie wiemy jak doszli do końca wyznaczonej...
Odsłon: 2201
Wschodni skraj wschodniej Jawy, słońce dopiero co wzeszło, ale praca już wre. Wre też żółte zbocze. Co i raz, regularnie, wybucha kłębami dymu. Z miejsca w którym stoimy ciężko jest zobaczyć, co się pod nimi kryje. Przed...
Odsłon: 1497
Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina
Indianie uważają, że kamienie mówią, sprawdzimy to – rzekł Dziad sadowiąc się w trawie pośród głazów. Ktoś policzył, że jest ich blisko dziesięć tysięcy i każdego roku przybywa bo ziemia „rodzi” nowe....
Odsłon: 1392