Fascynujące blogi podróżników

  • O PLANETE
    • Wszystko O Planete+
    • Historia Planete+
    • Planete Doc DVD
  • OFERTA
    • Oferta Planete+
    • Pasma
      • Filmowe Dochodzenia
      • Nasza Planeta
      • Nauka I Technika
      • Historia
      • Współczesny Świat
      • Mała Planeta
      • Portrety
      • Seans Planete+
      • Planete Doc
      • Społeczeństwo
    • HOT DOC
    • Ranking Filmów
    • Galeria
    • Mapa Filmowa
    • Rozwiązania konkursów
    • Gadżety
    • Archiwum od A do Z
    • Biuletyn Planete
  • PROGRAM
    • Program Na Dziś
    • Program Na Jutro
    • Tydzień w Planete+
    • Ranking Filmów
    • Mapa Filmowa
    • Jedyne takie miejsca
    • Archiwum od A do Z
  • ZWIASTUNY
  • BLOGI
  • FORUM
  • AKTUALNOŚCI
  • KONTAKT
Strona główna / Blog / Pełen opis
29 stycznia 2012 r.

Się kręci bez kręcenia

KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ AWANGARDOWY FILM Z PRZYGOTOWAŃ :) Możecie mówić, że coś kręcę, ale powiem wam prawdę. To wszystko zaczęło się daaawno temu. Ponad trzy lata już minęło. Kilka dni przed wylotem do Peru...

rowerem-z-Azji-do-Polski.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ AWANGARDOWY FILM Z PRZYGOTOWAŃ :)


Możecie mówić, że coś kręcę, ale powiem wam prawdę. To wszystko zaczęło się daaawno temu. Ponad trzy lata już minęło. Kilka dni przed wylotem do Peru kumpel mnie spytał:
- Ej! A dlaczego, skoro ty prawie nie złazisz z tego roweru, to wy tymi rowerami w ten świat nie pojedziecie?
- Hm... nie wiem stary - odpowiedziałem szczerze.
I nie wiedziałem. No niech mnie pokręci gdybym kłamał. Od samego początku o tych rowerach gadaliśmy. Jeszcze w Ameryce Południowej. Pamiętam jak dziś. To była Patagonia. Ruta 40 albo gdzieś tam. Normalnie na stopa czekamy. I zaczynamy bajania z nudów. Że gdyby tak mieć rowery na ten przykład. No to tą całą drogę, te góry, równiny, te bezkresy magiczne, można byłoby przejechać na nich i w dupie mieć autobusy, pociągi, samoloty, a nawet tego stopa. No ale na gadaniu się wtedy skończyło.
Minął pierwszy rok podróży i wylądowaliśmy w Bangkoku. Któregoś dnia szwendając się po mieście znaleźliśmy pierwszy na naszej drodze sklep rowerowy z prawdziwego zdarzenia. Wlazłem do środka jak do worka Św. Mikołaja. Fajne rowery, części na wskroś nowoczesne, gadżety dla maniaków, błyskotki, przerzutki, świecidełka.  Ale też bagażniki, sakwy i sprzęt do turystyki rowerowej. W oczach nam z Margot pojaśniało w głowach pomętniało. Następnego dnia wróciliśmy tam pod pretekstem naoliwienia scyzoryków i się zaczęło. Nagle patrzę w oczy Margolci, ona w moje. Błyski jakieś znowu, ogniki, chęci i strachy. Nawet się nie zorientowaliśmy jak zaczęliśmy ustalać ceny z właścicielem. Że gdyby tak te dwa rowery, do nich sakwy, bagażniki, światełka, dętki, pompkę i narzędzia, to ile by to wyszło razem? A z upustem? Aha! To musimy się zastanowić, bo jutro wiza się nam kończy i do Birmy lecimy, ale potem wrócimy.
Wróciliśmy, ale się nie odważyliśmy. Zabrakło tej iskierki. Tej małej odrobinki, co się zowie ,,raz kozie rower". Prawie dwa lata już minęły od tego czasu. Co innego nas pochłonęło. Inne rzeczy zaczęliśmy robić. No i stopem zaczęliśmy jeździć po Azji. Aż do Georgetown malezyjskiego dojechaliśmy. Tam znów sklep rowerowy stanął nam na drodze.
- Tomek! Popatrz jaki ładny Giant. Jaki ma kolor prześliczny.
- Noooo. Taki... czarny?
- No właśnie, w ogóle by się nie rzucał w oczy gdybyśmy nim po świecie jeździli.
I tak ciągle. Co sklep, co rower, co bez sensu czas w autobusach spędzony. Ale za każdym razem brakowało tej kropli, która przeleje kielich nieodwracalności. Tego czegoś co w duszy krzyczy - a niech się dzieje co chce! Wskoczmy w ten ogień, a potem jakoś się podmucha!
Mijały kolejne kraje, kolejni spotykani rowerzyści, sklepy, rozmowy, a co by było gdyby.... Aż wylądowaliśmy znów w Tajlandii na Phuket z przyjaciółmi szwendaczami. I nagle to się stało. Tak. To oni nam to zrobili. Do nich miejcie pretensje nie do nas. Gadaliśmy o rowerach, o pomysłach na jeżdżenie. Że właściwie to wszystko możemy, a normalnie to już nuda... no i stało się. Jak? Nie mogę powiedzieć, bo nie pamiętam po prostu, ale rozmowa po tym wieczorze wyglądała mniej więcej tak:
- Margot ale wiesz, że się upieprzymy po pachy i że nie będzie łatwo, że trzeba się będzie pocić, męczyć, śmierdzieć i w ogóle?
- E tam! Ja chce mieć kapelusz z rondem i rower, co będzie najładniejszy w całej Azji! Pomalujesz mi go żeby był inny od innych?
- I co?
- I wrócimy na nich do Polski. Tomek, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nie stać nas, żeby to zrobić inaczej.
- ...
- Co tak patrzysz?
- Dobra! Niech się dzieje co chce! Zróbmy to! Ale po swojemu! Na wesoło!
- Ale to jak znaczy?
- Po prostu rozpoczniemy wielką ekspedycję i nazwiemy ją jakoś tak poważnie!
- Ale jak?
- Kuszenie Hemorojda 2012 Ekspedyszyn. Może być?
- Iiiiha! Ale...
- Co?
- Ale najpierw pomalujesz mi rower?

Tja... I tak to podjęliśmy tą decyzję . No, a teraz posłuchajcie jak to wyglądało w praktyce. Mieliśmy niecały miesiąc na to, żeby to wszystko zorganizować. Niewielki budżet na najpotrzebniejsze rzeczy, no i najważniejszy problem. Skąd do cholery wziąć rowery!
W wyniku głębokiej analizy, obliczeń, szacowań i możliwości zdecydowaliśmy, że ściągamy tylko mój ukochany i wyniuniany rower górski z Polski. A dla Margot znajdziemy coś w Tajlandii.
Tu pojawił się pierwszy problem. No bo rower mój, jak we wrześniu 2008 tuż przed wyjazdem zjechał ostatni raz z Gorców, tak stanął i się kurzył w stanie opłakanym i ubłoconym! Jak zwykle w takich momentach okazało się, ze człowiek nie jest sam jak palec na tej planecie i może liczyć na innych.  Napisałem do Krzyśka ze sklepu Biketeam w Warszawie z pytaniem czy mnie jeszcze pamięta i czy by nie pomógł z rowerem. Żeby sprawdzić co w nim działa, a co nie, przegląd mu zrobić i spakować porządnie do samolotu .
Krzysiek odpisał następnego dnia. Że spoko. Że rower niech ktoś mu tylko podrzuci. Że sklep co prawda zamknięty bo sylwester i tak dalej ale on zrobi przegląd i spakuje wszystko z sakwami jak należy. Po starej znajomości za friko.
I co wy na to? Od razu nam wiara w ludzki gatunek wróciła.
Kolejny problem był dużo poważniejszy. Jak odnaleźć potrzebne rowerowe pierdoły we wszystkich spakowanych pudlach które zostawiliśmy prawie 3 i pól roku temu w Warszawie. Dętki, narzędzia, moje sakwy, ubrania, części zapasowe itp., itd. Jak to zawieść do Krzyśka, no i jak to wszystko z rowerem do nas przywieść. Do Tajlandii. Tu pojawił się Paweł. Stary kumpel Margot który kilka tygodni wcześniej oznajmił nam w mailu, że 11 stycznia będzie w Bangkoku i że z chęcią by nas zobaczył. No i postanowiliśmy jego w to wszystko wkopać. I co? I on temu wszystkiemu podołał. Nie wiemy jak, ale po dwóch godzinach spędzonych na skajpie mieliśmy skompletowane wszystkie potrzebne rzeczy, a następnego dnia rower był już na przeglądzie u Krzyśka. Natomiast transportem Pawła i roweru ze sklepu na lotnisko zajął się mój stary kumpel z pracy Rafał.
Ostania rzecz to były brakujące sakwy i bagażniki. Napisaliśmy do firmy Crosso, których dwie sakwy tylne już miałem. No i oni, że oczywiście z zamówieniem zdążą i z dużym upustem kupiliśmy brakujące sakwy, bagażniki i wór transportowy.
W międzyczasie znaleźliśmy sklep w Bangkoku, który zrobił 30% promocję na nowe Meridy i zamówiliśmy rower dla Maugośki.
Ta... Powoli się to rozkręca? Powoli. Ale posłuchajcie dalej.
10 stycznia wyjechaliśmy z Phuket do Bangkoku. Następnego dnia odebraliśmy z lotniska Pawła z moim rowerem. Dooobra! Szczerze? Wzruszyłem się. Nie widziałem mojego złomu od tak dawna. A do tego jeszcze miał na sobie prawdziwe polskie gorczańskie błoto. Nazajutrz wsiadłem na niego. Jeździł cudownie. Ja natomiast jeździłem ledwo-ledwo. Cóż wieczór wcześniej świętowaliśmy spotkanie z Pawłem. No a Paweł chłop jak dąb. Całe życie jakieś sztuki walki trenował. No to go spytaliśmy sącząc tajską whisky, czy nam może pokazać jakieś podstawy samoobrony. Alkoholu już sporo we krwi krążyło i zaczęliśmy z Pawłem.... no właśnie. Szukam słów które by to oddały. No chyba tłuc się po mordach z uśmiechem zaczęliśmy. Tak. To określenie pasuje jak ulał. Trzy godziny Margot uspokajała przerażonych przechodniów i policję, że nie chcemy się pozabijać, a myśmy się tłukli na ulicach Bangkoku w doskonałych humorach. Precyzje tylko nam alkohol z ruchów wyparował. No i rano moja twarz wyglądała jakbym zderzył się z walcem, a ból w klatce piersiowej oznajmił ,,koleżko, co najmniej dwa żebra masz pęknięte". Jak pojawił się u nas w pokoju Paweł, nie wyglądał dużo lepiej, ale za to śmiechu mieliśmy przez następne dni co najmniej tyle, ile Margot miała dla nas politowania.
Następnego dnia pojechaliśmy na koniec Bangkoku po rower dla Margolci. Ledwo ją z tego roweru ściągnąłem jak zaczęła na nim brykać. Znaczy się jej on był.

Od tego momentu zostało około dziesięciu dni naszej wizy na to, żeby kupić zapasowe części, światła, bidony i koszyki do nich, rękawiczki, znaleźć jakieś rozsądne siodełko do nowego roweru, zamontować bagażniki (co okazało się wcale nie takie proste), kupić ekspandery, wysłać paczkę z niepotrzebnymi rzeczami i plecakiem Margot do Polski, sprzedać mój plecak i niepotrzebne rzeczy, ogarnąć to wszystko organizacyjnie, zdecydować w która właściwie stronę świata jedziemy, pojeździć trochę po Bangkoku żeby mięśnie przypomniały sobie jak się pedałuje.... i w końcu uczcić w Marglociowe urodziny Chiński Nowy Rok. Początek roku smoka i nowego sposobu na szwendanie.
Cały ten czas minął błyskawicznie. 24 stycznia zmęczeni i niewyspani siedzieliśmy na przeciwko siebie w pociągu na granicę tajsko-kambodżańską i patrzyliśmy się tępo na siebie, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje dookoła.  Rowery w przedziale kargo. My w przedziale obok z sakwami.
I jak mówiłem na początku. Bez ściemy. Bez kręcenia i owijania w bawełnę. Szczerze jak na bliźniaka przystało. Część mnie skakała z radości, że nagle nowa przygoda. Wyzwanie. Zupełnie inaczej. Że przygotowaliśmy w niecały miesiąc to, co niektórzy przygotowują co najmniej rok i, że to wszystko się udało. Że jest super i w końcu ruszamy w drogę po tym ciągłym siedzeniu na dupie. I niech się dzieje co chce, bo co... my tego nie zrobimy?
A druga, bliźniacza część po cichu ryczała z przerażenia: Kur...., w cośmy się wpakowali!?
c.d.n.

Post powstał na arcyklawym notebooku Acer Aspire TimelineX


Czytano: 439 razy

Tagi: JESTESMY, TAJLANDIA

KOMENTARZE



#Gość_tomek
1.02.2012

Szymek - staramy sie zalatwic w Irlandii papiery na rower wodny! Podobno mozna! No a co do paliwa to wlsnie jak juz pisalem jestesmy w najodpowiedniejszym chyba tutaj do tego kraju. Juz sie zakochalem z ciezkim kacem w Kambodzy :) Bracie - no0 trase mamy tak jakos po harcersku na azymut. Wszystko bedzie zalerzec od pogody :))))o trasie wlasciwie moglbym napisac ale wiesz jak jest. cos nam odbije pod Nanga Parbat i na Boliwie skrecimy. ale wiosna to to jeszcze nie. Gdzies tak w maju czerwcu otwieraja dopiero Karakorum Higway zeby sie do Pakistanu z Chin wydostac :) To my tk troche pozniej bedziemy :) Krzychu!!!! No prawie sie nie poplakalem jak to bloto zobaczylem. Na przyszlo wiosne jestesmy ustawieni. No tesknie za Gorcami jak nie wiem co! Mariusz - jak powtarzam do upadlego nic na tym swiecie nie dzieje sie przez przypadek ale tym razem kto inny przelal nam wiadro goryczy i przymusil do rowerow... ale obiecalismy ze na razie nie powiemy kto :))) Tymniemnie mozesz wyjechac po nas tym swoim warczacym czyms :) sie napijemy gdzie po drodze :)

#Gość_Mariusz
31.01.2012

w morde jeża!!! I pomyslec ze wszystko przeze mnie i andrzejkowy bilet na lot - ktory to sie byl nie odbyl w koncu - znaczy sie byl tylko bez Was... I jak sadze to byla ta kropla goryczy o ktorej dyplomatycznie nie napisaliscie :) wyjechalbym Wam na przod ale sie boje ze koszula sie pomnie i lakierki przykurza - wiec obiecywac nie bede - choc kto wie czy gdzies tam...

#Gość_hudini
31.01.2012

eeee,to błoto gorczańskie na bike'u to juz zestarzało sie najpewniej, trza by świezego troche złapać... to kiedy? Wiosna 2013? Trzymcie sie!

#Gość_Jego Brat
31.01.2012

A trasę już obmyśliliście, czy dalej tak na wariackich papierach? Bo tam po drodze na mapie to jakieś Himalaje są, jakiś Afganistan, pustynia Gobi, chuje-muje, dzikie węże... Zamierzacie to jakoś ominąć? Ale spoko, napewno dacie radę. W czerwcu czekam gdzieś między Wyszkowem a Radzyminem. Pojedziemy kawałek razem. ;)

#Gość_Ambasador Polski w Boliwii
31.01.2012

Tomel, dobre paliwo weź na drogę, hłehłe, piersióweczkę, hłehłe i można pedałować

#Gość_adrenallina
30.01.2012

wy nie dacie rady? wy? nie pierdol tomus - pedaluj! :))) niech moc smoka bedzie z wami!

#Gość_ka
29.01.2012

eh... no sfiksowani jesteście.. no... Malgos kochana, z lekkim spóźnieniem wszystkiego najlepszego urodzinowego rowerowego i wspaniałego na nowy rok Smoka. Dobrze jest.

#Gość_Ambasador Polski w Boliwii
29.01.2012

rozumiem, że przez Boliwię jedziecie.

#Gość_mamuska
29.01.2012

kochani pedalujcie do przodu i szczesliwych sciezek w kierunku do przygody i Polski:)))))

DODAJ SWÓJ GŁOS DO DYSKUSJI


nick:  
treść:  
kod z   obrazka:  

POZOSTAŁE WPISY



Film drogi. Mijania.
Film drogi. Mijania.
Przeczytałem niedawno  u znajomej X, że film drogi jest zawsze drogą do poznania własnego ja przez głównego bohatera. Nasza droga na rowerach z Siem Reap do Wietnamu jest jak film drogi. Z tą tylko różnicą, że my niczego...
14 maja 2012 r.
Smak wolności?
Smak wolności?
- Ty, jak myślisz, co to jest? - Margot macha mi przed nosem czymś, co wyciągnęła pałeczkami z zupy. - ... - nie odpowiadam z pełnym przekonaniem, próbując nie myśleć o tym, co właśnie przełykam. Margot tymczasem dynda...
28 lutego 2012 r.
Tu zaszła zmiana
Tu zaszła zmiana
Obudzeni pieśnią muzułmańskiego muezina, po śniadaniu od hindusa, poszliśmy do chińskiej świątyni poprosić buddyjską Kuan Yin, Boginię Miłosierdzia o wróżbę na rok najbliższy. Co nam powiedziała do końca nie wiadomo, bo...
8 listopada 2011 r.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Wędrówka szósta, czyli zakapiory -  legenda Bieszczadów

Wędrówka szósta, czyli zakapiory - legenda Bieszczadów

Bieszczady przyciągają artystyczne dusze, które razem z Aniołami Bieszczadzkimi upiększają tutaj każdy dzień. Zdzisław Pękalski mieszka w Hoczwi. Przez wiele lat pracował jako wychowawca i pedagog w miejscowej szkole....

Odsłon: 2480

Karnawał w Banyuwangi

Karnawał w Banyuwangi

Boże! Jak ja im współczułam! Nie dość, że ktoś wymyślił, że mają iść w samo południe, w tropikach - niemal tortura, to jeszcze nikt nie zadbał o choćby pozory ładu i organizacji. Nie wiemy jak doszli do końca wyznaczonej...

Odsłon: 2201

Kawah Ijen. Ciężka sprawa.

Kawah Ijen. Ciężka sprawa.

Wschodni skraj wschodniej Jawy, słońce dopiero co wzeszło, ale praca już wre. Wre też żółte zbocze. Co i raz, regularnie, wybucha kłębami dymu. Z miejsca w którym stoimy ciężko jest zobaczyć, co się pod nimi kryje. Przed...

Odsłon: 1497

Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina

Wędrówka siódma, czyli Suwalszczyzna - cud kraina

Indianie uważają, że kamienie mówią, sprawdzimy to – rzekł Dziad sadowiąc się w trawie pośród głazów. Ktoś policzył, że jest ich blisko dziesięć tysięcy i każdego roku przybywa bo ziemia „rodzi” nowe....

Odsłon: 1392

BLOG ARCHIWUM


szukana fraza

2012

  • 2012 maj (2 artykuły)
  • 2012 kwiecień (5 artykułów)
  • 2012 marzec (7 artykułów)
  • 2012 luty (5 artykułów)
  • 2012 styczeń (7 artykułów)

2011

  • 2011 grudzień (7 artykułów)
  • 2011 listopad (7 artykułów)
  • 2011 październik (8 artykułów)
  • 2011 wrzesień (9 artykułów)
  • 2011 sierpień (4 artykuły)
  • 2011 lipiec (1 artykuł)
  • 2011 czerwiec (4 artykuły)
  • 2011 maj (3 artykuły)
  • 2011 kwiecień (7 artykułów)
  • 2011 marzec (4 artykuły)
  • 2011 luty (7 artykułów)
  • 2011 styczeń (3 artykuły)

2010

  • 2010 grudzień (9 artykułów)
  • 2010 listopad (9 artykułów)
  • 2010 październik (5 artykułów)
  • 2010 wrzesień (7 artykułów)
  • 2010 sierpień (3 artykuły)
  • 2010 lipiec (10 artykułów)
  • 2010 czerwiec (6 artykułów)
  • 2010 maj (10 artykułów)
  • 2010 kwiecień (12 artykułów)
  • 2010 marzec (8 artykułów)
  • 2010 luty (8 artykułów)
  • 2010 styczeń (11 artykułów)

2009

  • 2009 grudzień (8 artykułów)
  • 2009 listopad (9 artykułów)
  • 2009 październik (1 artykuł)
  • 2009 wrzesień (5 artykułów)
  • 2009 sierpień (9 artykułów)
  • 2009 lipiec (11 artykułów)
  • 2009 czerwiec (4 artykuły)
  • 2009 maj (9 artykułów)
  • 2009 kwiecień (12 artykułów)
  • 2009 marzec (5 artykułów)
  • 2009 luty (5 artykułów)
  • 2009 styczeń (9 artykułów)

2008

  • 2008 grudzień (8 artykułów)
  • 2008 listopad (3 artykuły)

BLOG GALERIE

Smacznego
Smacznego
Smacznego
Smacznego
11 zdjęć

TAGI

a tutoonas ameryka poludniowa ARGENTYNA banda aceh banyuwangi bieda Bieszczady bilety BIRMA Bochnia bogactwo BOLIWIA boze narodzenie budda Bydgoszcz CHILE DROGA dzakarta EKWADOR etniczny geologia georgetown gra na gongu historia INDONEZJA Jaćwingowie jadowity waz jakarta janusz kasza jawa jazda na motorze JESTESMY Jura Częstochowska KAMBODŻA karnawal kawah ijen kelling street KOLUMBIA komiks kopalnia siarki korrida Krosno linki LWOW madrosci wschodu MALEZJA mancora Mazury Garbate MEKSYK morze andamanskie motorem po azji mural najlepsze zdjecia narkotyki NIEMANAS nierownosci spoleczne nocowanie na lotnisku nurkowanie obrzedy okladki parada PARAGWAJ PERU pierwszy dzien wiosny plaza Podlasie podroz dookola swiata PODROZE policja Polska pozar projekty graficzne prom przekret Przemyśl przepisy drogowe puket pulau weh rafa koralowa rozmowy kontrolowane Roztocze rysunek satyryczny Sejny setka SINGAPUR slumsy Słowiński Park Narodowy STANY ZJEDNOCZONE street of harmony sumatra Supraśl surfer Suwalszczyzna swieta w podrozy TAJLANDIA tajski gong TAJWAN tamtaram.pl targ rybny TESKNOTY topienie marzanny turystyka URUGWAJ WARSZAWA WIETNAM Wigry Wojtek Nowakowski wydawnictwo otwarte wystawa WYWIAD W DRODZE yogyakarta zlote mysli

NAJCZĘŚCIEJ SZUKANE

  • zatoka delfinów
  • zaróbmy jeszcze więcej
  • marzenia kairskich śmieciarzy
  • korporacja
  • w nowicy na końcu świata
  • rzeka kongo
  • klitoridektomia
  • pancernik roma
  • zgiek i furia
  • fraktale

www.cyfraplus.pl | www.canalplus.pl | www.alekinoplus.pl | www.kuchniaplus.pl | www.domoplus.pl
www.miniminiplus.pl | www.teletoonplus.pl | www.hyperplus.pl | www.canalpluscyfrowy.pl

CANAL+ Cyfrowy Sp. z o.o., al. gen. W. Sikorskiego 9, 00-468 Warszawa, Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy
- XII Wydział Gospodarczy KRS KRS 0000051835, NIP: 526-22-46-271, kapitał zakładowy 300.000.000 zł